Powered By Blogger

piątek, 26 czerwca 2015

Trudna walka z uzależnieniem

Uzależnienie od jedzenia (tzw. kompulsywne jedzenie), inaczej zespół gwałtownego objadania się. Jedno z najczęstszych zaburzeń odżywiania. Diagnozowany dwa razy częściej, niż anoreksja i bulimia, dotyczy 20-50% osób otyłych.



Na czym to dokładnie polega? Klucz do sprawy stanowią nawracające napady opychania się jedzeniem. Apetyt chorego jest tak wielki, że spożywa on ilości jedzenia nawet 4-5-krotnie większe, niż normalnie. Charakterystyczne jest uczucie utraty kontroli oraz niepokoju, po całym zajściu nie występują zachowania kompensacyjne (wymioty itp.).

Objawy:

  • Repetytywne napady objadania się,
  • Ilość pokarmu spożywanego podczas napadu obejmuje wielokrotność porcji możliwej do spożycia w podobnym czasie przez osobę zdrową (ok. 2-3h),
  • Brak kontroli na jedzeniem - jego ilością, jakością, sposobem konsumpcji...,
  • Zachowania świadczące o utracie kontroli nad jedzeniem: 
  • spożywanie pokarmu zdecydowanie szybsze, niż zazwyczaj,
  • sygnałem zaprzestania konsumpcji jest nieprzyjemne uczucie wypełnienia żołądka,
  • zjadanie bardzo dużych ilości jedzenia pomimo braku uczucia głodu,
  • jedzenie w samotności, wynikające w poczucia wstydu przed sposobem konsumpcji,
  • zjadanie poza posiłkami dużych ilości jedzenia,
  • uczucie przygnębienia pod przejedzeniu się, poczucia winy lub wstrętu do siebie,
  • jedzenie jako sposób na odreagowanie zdenerwowania, niepokoju, znudzenia, samotności lub przygnębienia,
  • Występowanie napadów min. 2 razy w tygodniu przez okres sześciu miesięcy,
  • Uczucie dyskomfortu związanie z napadami,
  • Brak kryteriów bulimii oraz nadużywania leków mogących zahamować proces tycia.



Dlaczego o tym piszę? Ponieważ sama wpadłam w sidła tej podstępnej choroby. Mam wszystkie wypisane wyżej symptomy i próbuję się uporać z nawrotami choroby już przez 1,5 roku, wciąż bezskutecznie. Obecnie jest najgorzej od kiedy pamiętam, ale chyba znalazłam nowy sposób na walkę z uzależnieniem i, tak, jest już aż tak źle, z nadwagą. Ale  więcej o tym następnym razem.

Reduction planning & training plan & balance & ...

Hejka, nareszcie mam trochę czasu, żeby napisać. Ostatnio brak  mi choćby chwili dla siebie, nie mówiąc o siłce, czy ćwiczeniach... :\ Nawet jedzonko muszę przygotowywać z wyprzedzeniem i nosić ze sobą w pudełkach porcje na cały dzień. Ale kto nie walczy, ten nie wygrywa, więc może skończę marudzić, a przejdę do meritum.
Na dole wrzucę mój plan treningowy z ostatnich 3 tyg., chociaż nie ma tam zbyt wiele aktywności - w tzw. międzyczasie miałam zapalenie dziąseł i przez tydzień nie byłam w stanie w ogóle się ruszać, bo brałam antybiotyk, a w zeszłym tygodniu ze zmęczenia nie wiedziałam, jak się nazywam. Wszystko wymaga bezbłędnego planowania i zgadzam się, że życie "pod linijkę" nie jest najłatwiejsze, ale pocieszam się, że za te kilka kg mniej będę mogła chociaż trochę odpuścić.
Wrzucam też zaległe bilanse, zgodnie z zasadą odbywające się w soboty.

WAGA:              62,6                 62,4              62,1  62,2

RAMIĘ:             32,5                  32,5              32,5         32
TALIA:              70,5                  69,5              69,5         
BRZUCH:          79                     79,5             79,5          79
BIODRA:           97,5                   97               96,5     
UDO:                 57,5                   57                56,5.  

Przy okazji wrzucam też stosunek proporcji masy ciała zależne od poziomu tkanki tłuszczowej u kobiet i mężczyzn, a także normy procentowe dla kobiet w zależności od wieku. "Płeć piękna" zawsze posiada jej więcej, więc nie ma czym się martwić. :)




O czym ciekawym napiszę dzisiaj? Zgodnie z tematem posta - czas wziąć na tapetę rozsądne i celowe planowanie redukcji.
Wielu ludzi (w tym ja) postanawiając zrzucić wagę sięga po cały arsenał środków naraz, nie zostawiając sobie żadnej tajnej broni na później. Jednocześnie (i nagle) obcinają kalorie, wprowadzają siłkę i cardio albo HIIT. Czym skutkuje takie podejście? Organizm na początku czuje się zagubiony, ale potem szybko się przyzwyczaja. Spowalnia metabolizm, dostosowuje się do wykonywanych przez nas ćwiczeń. Waga staje w miejscu, a my zachodzimy w głowę, co zrobiliśmy źle.
Odpowiedź jest bardzo prosta - redukcję należy rozłożyć na 9-12 tygodni i stopniowo "challenge'ować" własne ciało (i umysł ;) ). Najpierw wprowadzić deficyt kaloryczny (pierwsze 1-2 tyg.), dopiero potem np. 15 min. cardio, w kolejnym tygodniu  20, potem 25, siłownię, HIIT, progresję ciężarów, cardio z hantelkami... Cały czas trzeba zaskakiwać swój organizm, nie pozwalać mu, aby się przyzwyczaił, jednocześnie dozując sobie aktywność na tyle, żeby nie zrobić sobie krzywdy ani się nie zniechęcić. W ciągu 3-4 miesięcy powinniśmy spokojnie osiągnąć swój cel, jeśli nie - zrobić sobie np. 2-tygodniowy odpoczynek od diety - zwiększyć kaloryczność (ale ostrożnie!: o ok. 100 kcal na tydzień), postawić na zdrowe węglowodany. Dać ciału trochę odpocząć. A potem zaatakować od nowa na tej samej zasadzie! :P
Właśnie w ten sposób próbuję teraz planować swoją redukcję, zamiast zakatowywać się na śmierć wszystkim od razu. I wreszcie stawiam na porządne i różnorodne cardio, czego i Wam życzę. ;)