Już myślałam, że nigdy nie uda mi się wyjść z błędnego koła, jakie opisałam w poprzednim poście. Dobiłam do wagi 71 kg i poczułam na plecach zimny pot - zaraz znowu będę ważyć 78 kg, jeśli nie więcej. Jestem w tym samym miejscu, co 3 i 6 lat temu...
Na szczęście, przez przypadek, znalazłam w necie naprawdę świetną rzecz - portal slank.pl i... się zaczęło! Nie, nie jest to płatna (czy bezpłatna) reklama. To po prostu opis mojej przygody z powrotem na właściwe tory.
Pierwszą rzeczą, która bardzo mnie zmotywowała, był tzw. karny słoik. Przeczytałam listę grzeszków, jakie niechcący mogłam popełnić i pomyślałam: A co, jeśli mój słoik pozostanie pusty? Nie mam zamiaru wrzucać do niego żadnych grzeszków! I tak już zostało. :) Przez te 2 tygodnie udało mi się zachować czyste konto. Jednak gdyby zdarzyło mi się coś przeskrobać nie będę żałować - w końcu kasa, którą tam wrzucę, pójdzie na cele charytatywne.
Zaraz po ogarnięciu słoika weszłam na stronę misji i wybrałam sobie taką dla początkujących. Poprzedziłam ją testem moich umiejętności (byłam świeżo po objedzeniu się, więc prawie nie skończyło się to plamą z jedzenia na dywanie), a wyniki dały mi mocno do myślenia. Zaczęłam więc 30-dniowy program z dwiema paniami - trenerką i dietetyczką i stopniowo, z każdym dniem, realizuję ich zalecenia. Wieczorem zawsze dostaję do uzupełnienia ankietę, więc na bieżąco sama kontroluję, co i jak.
Jeszcze jedna rzecz zadziałała na mnie szczególnie motywująco - zakłady. Zarówno te, do których zostałam zaproszona, jak i te, które sama stworzyłam. Odnośnie aktywności fizycznej, używek, diety... Nie ma, że ktoś będzie lepszy ode mnie! Nie ma, że nie dam rady! Współzawodnictwo to jednak potężna siła i czemu jej nie wykorzystać w walce o lepszą siebie? :)


