Powered By Blogger

czwartek, 8 maja 2014

Changes

Zmiany, zmiany, zmiANY, ZMIany, ZMIANY.... Stało się to, czego się spodziewałam i na co, na szczęście, byłam przygotowana. Z powodu mojej cudnej matury, wcześniejszego chodzenia spać, wariackiego planu dnia, zalewu telefonów od babci, czy wiecznej wymiany wiadomości ze znajomymi nt. wrażeń z porannych testów etc., mój pieczołowicie ustalony plan treningowy na ten tydzień poszedł się 'bujać'. Nie znaczy to jednak, że nie ćwiczę - wręcz przeciwnie. Mimo, że przeważnie padam ze zmęczenia, a rano nie wiem, jak się nazywam, nie zaniedbuję aktywności fizycznej. Musiałam po prostu poddać plan reorganizacji i, jak ha razie, wszystko idzie zgodnie z jego nową wersją, którą Wam wrzucam.


Nie martwi mnie to, że muszę być elastyczna i dopasowywać się do zaistniałych okoliczności. Najgorsze jest co innego - na nic zupełnie nie mam siły i czuję, jakbym się, prawie dosłownie, rozkładała. Ale to chyba 'zasługa' stresu, codziennego wielogodzinnego i intensywnego wysiłku umysłowego oraz mało urozmaiconej i prawie pozbawionej mięsa diety, co chyba poskutkowało prawie natychmiastowym spadkiem energii i anemią... Naprawdę, same korzyści z tej matury. :/
Ok, jest późno, więc uciekam, bo po południu piszę kolejną pasjonującą część mojego 'egzaminu dojrzałości', a potem... odbieram nagrodę w postaci bajecznego deseru za 2 tygodnie bez 'zajadania' czegokolwiek od mojego chłopaka. <3
Powiem Wam, że grunt, to odpowiednia motywacja, a przy nim mi jej nie zabraknie. ;) Jeszcze dziś postaram się wrzucić kolejny bilans. Dobranoc.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz