Wczoraj natknęłam się na artykuł, który znacząco zmienił mój sposób postrzegania pewnych spraw. (Obsession about being healthy) I nagle zdałam sobie sprawę, jak blisko przekroczenia kolejnej granicy się znalazłam...
Ja też nie przepadam za nadawaniem każdemu ludzkiemu dziwactwu uczonej i strasznie brzmiącej nazwy, ale dla tych, którzy tak wolą, mówię o ortoreksji. Obsesyjnym dbaniu o to, żeby nic niezdrowego nie znalazło się w naszej diecie. Dopuszczaniu tylko najzdrowszych i najbardziej 'korzystnych' produktów.
Nie była to na szczęście jakaś skrajna forma, ale normalnością też bym tego nie nazwała. Objawy? Proszę, oto cała lista:
1. Komponowanie swoich posiłków TYLKO z najkorzystniejszych dla zdrowia produktów. Wszystko, co zawiera sztuczne barwniki, nasycone tłuszcze, czy konserwanty sprawia, że czujesz się co najmniej niekomfortowo.
2. Szczegółowe planowanie dziennego jadłospisu połączone z atakami paniki, jeśli nie uda Ci się go wypełnić.
3. Obsesyjne wiązanie wszelkich zdrowotnych 'zawirowań' ze swoimi żywieniowymi wyborami.
4. Unikanie jedzenia posiłków nieprzygotowanych przez siebie, spowodowane potrzebą kontrolowania tego, co znajduje się na Twoim talerzu (lub któregoś z Twoich Bliskich).
5. Poczucie winy wywołane wszelkimi odstępstwami od 'zdrowego trybu życia' wraz z przymusem jak najszybszego ich zrekompensowania.
6. Ciągły wzrost wydatków na suplementy i inne 'zdrowotne' produkty.
7. Ciągłe próby 'nawracania' innych, brak zrozumienia ich chęci sięgnięcia po coś mniej zdrowego, często połączone z poczuciem wyższości z powodu swojej 'maksymalnie zdrowej' diety.
8. Uzależnianie swojego szczęścia oraz szacunku do samego siebie od wypełnienia narzuconego modelu 'zdrowego życia'.
9. Spychanie wszystkiego, w tym życia towarzyskiego, na dalszy plan, ponieważ koliduje on z Twoją potrzebą życia maksymalnie zdrowo.
Paradoksalnie najbardziej zagrożonym osobami są dietetycy oraz inni specjaliści od zdrowego trybu życia.
Od siebie dodałabym jeszcze widzialne konsekwencje punktu 1, czyli wyrzucanie/marnowanie ogromnych ilości 'mniej zdrowego' jedzenia oraz stały dzienny schemat posiłków, którego złamanie sprawia, że czujesz się zupełnie zagubiony.
W moim przypadku zaistniała tylko część z tych objawów, bo, jak większość z moich znajomych może potwierdzić, nie mam problemu np. z łamaniem pkt. 9, czy 4, a pkt. 7 i 8 na szczęście już mi nie zagrażają. :)
Chciałam Wam tylko pokazać, jak można, wychodząc z jednego zaburzenia, wpaść w kolejne. Myślę jednak, że Wam to, Kochani, nie grozi.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz