Dawno nie pisałam... Jestem Wam winna plan treningowy za ostatni tydzień, bilans, może jakieś sprawozdanie. Czemu pozwoliłam, żeby te zaległości tak narosły? Hmm, miałam nieco inne priorytety - przeprowadzka, rozpakowywanie, bieganie po papiery potrzebne do wniosku o przyjęcie na uczelnię, ćwiczenie do egzaminu z fortepianu na keyboardzie (tak, dobrze widzicie - nie mam tutaj instrumentu :/), przygotowania do zaliczenia z solfeża... Cała góra obowiązków. I drugie tyle nieplanowanych, choć ciekawych wyzwań.
W kwestii bilansu:
WAGA: 62 [-5]
RĘKA: 32,5 [-1,5]
TALIA: 72,5 [-1,5]
BRZUCH: 81,5 [-3]
BIODRA: 98 [-0,5]
UDO: 58 [-0,5]
Dlaczego tak 'małe' postępy? O tym zaraz. Sprawa jest bardziej skomplikowana i wiąże się z całkowitą zmianą koncepcji treningów i poważnymi roszadami w planie. A wszystko pod wpływem publikacji Alexa Pauwelsa (3 biggest fat loss mistakes), która uświadomiła mi, że, tak, jak on, popełniałam wszystkie trzy błędy na raz. Mówię o:
- Tzw. bezmyślnym cardio - w moim przypadku założenie było dobre, ale wykonanie nieco gorsze (zła intensywność ćwiczeń),
- Jedzeniu zbyt mało kalorycznych/źle zbilansowanych posiłków - wieczne zmęczenie, zniechęcenie, brak sił... Tak naprawdę uwielbiam się ruszać, ale już w godzinę po treningu nie miałam ochoty na nic, a wieczory były jedną wielką męczarnią. A wszystko przez pominięcie obliczeń BMR... (Kalkulator BMR)
- Przeładowaniu informacjami - dużo publikacji, za dużo danych. Udało mi się, co prawda, odrzucić większość 'szkodliwych' pomysłów, ale np. pogląd o stworzeniu pokaźnego deficytu kalorycznego do tej pory pokutuje gdzieś głęboko w mojej głowie.
Trudno jest zdać sobie z tego sprawę. Zawsze mamy jak najlepsze intencje, chcemy w możliwie najkrótszy i wymagający najmniejszego wysiłku sposób osiągnąć nasze ambitne cele. Szkoda tylko, że najczęściej wpadamy w pułapki mające swoją przyczynę w trzecim punkcie, niezależnie od dyscypliny, którą się zajmujemy.
Dlatego właśnie zostawiłam w moim planie treningowym (poniżej) SKALPEL, ale biegi wymieniłam na High Intensity Interval Training. Po prostu nie współgrały one z moim celem. Kombinuję jeszcze, gdzie bym mogła wcisnąć jakąś sesję siłową, bo to także by się przydało, a poza tym - bardzo lubię ten rodzaj ćwiczeń. I, oczywiście, najważniejsza zmiana, czyli 'uwolnienie' się z kajdan kalorycznego reżimu. Moje dzienne spożycie kalorii zapewniające stały i bezpieczny ubytek wagi to aż 1900-2100 kcal! :) Od teraz pilnuję pory jedzenia i zbilansowania posiłku, podkręcając jednocześnie metabolizm i nie obcinam już kalorii tak ekstensywnie. Zbyt duży deficyt (w moim przypadku poniżej 1478 kcal) prowadzi do spadku energii, masy mięśniowej, bezsenności, osłabienia tkanek i odporności organizmu. Co prawda od tego poziomu byłam daleko, ale nieco powyżej 1550 kcal dziennie to, w moim przypadku, i tak za mało. Dam znać w weekend, przy kolejnym bilansie, jak moje ciało zareagowało na te wszystkie zmiany. Póki co - trzymajcie za mnie kciuki. :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz