Powered By Blogger

wtorek, 3 czerwca 2014

Total change in my mind

Dawno nie pisałam... Jestem Wam winna plan treningowy za ostatni tydzień, bilans, może jakieś sprawozdanie. Czemu pozwoliłam, żeby te zaległości tak narosły? Hmm, miałam nieco inne priorytety - przeprowadzka, rozpakowywanie, bieganie po papiery potrzebne do wniosku o przyjęcie na uczelnię, ćwiczenie do egzaminu z fortepianu na keyboardzie (tak, dobrze widzicie - nie mam tutaj instrumentu :/), przygotowania do zaliczenia z solfeża... Cała góra obowiązków. I drugie tyle nieplanowanych, choć ciekawych wyzwań.

W kwestii bilansu:

WAGA: 62 [-5]

RĘKA: 32,5 [-1,5]
TALIA: 72,5 [-1,5]
BRZUCH: 81,5 [-3]
BIODRA: 98 [-0,5]
UDO: 58 [-0,5]

Dlaczego tak 'małe' postępy? O tym zaraz. Sprawa jest bardziej skomplikowana i wiąże się z całkowitą zmianą koncepcji treningów i poważnymi roszadami w planie. A wszystko pod wpływem publikacji Alexa Pauwelsa (3 biggest fat loss mistakes), która uświadomiła mi, że, tak, jak on, popełniałam wszystkie trzy błędy na raz. Mówię o:
  • Tzw. bezmyślnym cardio - w moim przypadku założenie było dobre, ale wykonanie nieco gorsze (zła intensywność ćwiczeń),
  • Jedzeniu zbyt mało kalorycznych/źle zbilansowanych posiłków - wieczne zmęczenie, zniechęcenie, brak sił... Tak naprawdę uwielbiam się ruszać, ale już w godzinę po treningu nie miałam ochoty na nic, a wieczory były jedną wielką męczarnią. A wszystko przez pominięcie obliczeń BMR... (Kalkulator BMR)
  • Przeładowaniu informacjami - dużo publikacji, za dużo danych. Udało mi się, co prawda, odrzucić większość 'szkodliwych' pomysłów, ale np. pogląd o stworzeniu pokaźnego deficytu kalorycznego do tej pory pokutuje gdzieś głęboko w mojej głowie.
Trudno jest zdać sobie z tego sprawę. Zawsze mamy jak najlepsze intencje, chcemy w możliwie najkrótszy i wymagający najmniejszego wysiłku sposób osiągnąć nasze ambitne cele. Szkoda tylko, że najczęściej wpadamy w pułapki mające swoją przyczynę w trzecim punkcie, niezależnie od dyscypliny, którą się zajmujemy.

Dlatego właśnie zostawiłam w moim planie treningowym (poniżej) SKALPEL, ale biegi wymieniłam na High Intensity Interval Training. Po prostu nie współgrały one z moim celem. Kombinuję jeszcze, gdzie bym mogła wcisnąć jakąś sesję siłową, bo to także by się przydało, a poza tym - bardzo lubię ten rodzaj ćwiczeń. I, oczywiście, najważniejsza zmiana, czyli 'uwolnienie' się z kajdan kalorycznego reżimu.  Moje dzienne spożycie kalorii zapewniające stały i bezpieczny ubytek wagi to aż 1900-2100 kcal! :) Od teraz pilnuję pory jedzenia i zbilansowania posiłku, podkręcając jednocześnie metabolizm i nie obcinam już kalorii tak ekstensywnie. Zbyt duży deficyt (w moim przypadku poniżej 1478 kcal) prowadzi do spadku energii, masy mięśniowej, bezsenności, osłabienia tkanek i odporności organizmu. Co prawda od tego poziomu byłam daleko, ale nieco powyżej 1550 kcal dziennie to, w moim przypadku, i tak za mało. Dam znać w weekend, przy kolejnym bilansie, jak moje ciało zareagowało na te wszystkie zmiany. Póki co - trzymajcie za mnie kciuki. :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz